Weekendowo-koncertowo-urodzinowo

Od czasu do czasu przeciążony szarą, domowo-zawodową rzeczywistością organizm musi się zresetować. U mnie klawisze RESET są dwa: BASEN i MUZA i korzystam z nich tak często, jak na to pozwalają obowiązki. Aktualnie galopujący weekend spędzamy pod znakiem urodzinowo-koncertowego szaleństwa.

Sto lat Tygrysku! 💝💝💝💝💝💝💝💝💝💝💝

Piątkowy wieczór rozpoczęliśmy mocnym, metalowym kopem w warszawskiej Stodole australijskiej grupy Polaris promujacej krążek The Mortal Coil. Wyjątkowy, charyzmatyczny „wrzaskliwy” wokal rozwalający bębenki uszne korelujacy w jednym utworze z czystym, melodyjnym śpiewaniem to majstersztyk na miarę najlepszych zespołów. Na to szybka, technicznie prawie perfekcyjna, jak dla mnie, połamana rytmem perkusja … było gorąco, moshpit’owo a „jump” wypipczył mój staw skokowy w kosmos :-). Polecam posłuchać „Consume” … memory 5 … i wszystko jasne.

Na zgrzane, zadyszane i podrajcowane ciałko i krzyczącą duszę wjeżdża Architects ze swoim „Holy Hell” … jedny z najambitniejszych krążków ostatnich miesięcy. Tętno 200, rozwichrzona czupryna, nadwyrężone do granic możliwości mięśnie szyi, zdarte na „Royal Beggars” gardło, chłodzone zimnym, złocistym napojem bogów 🤣 to zabójstwo dla archaicznego, midlife’owego organizmu … ale nic tak nie pozwala zapomnieć o kryzysie wieku średniego, jak zajebisty rockowy odlot koncertowy w zajebistym towarzystwie.

Amen.

 

Post Author: urszula