Wiedeń – Praga – Parkway Drive

Czasami tak w życiu bywa, że nie da się doby naciągnąć jak gumki w majtkach i masz tylko 3 dni na organizację mega urlopu, na którym wypoczniesz, zregenerujesz ciałko, odmóżdżysz głowę itp itd. Znajomi jadą na narty… na tydzień … do Austrii … bajka … więc nie chcąc być gorsza, po analizie czasu jaki mam do dyspozycji … też kurna jadę do Austrii … na jeden dzień … do Wiednia 🙂 a że nie przepadam za sportami zimowymi … wybieram … koncert (!).

Zamiast 5 dni na stoku w słoneczku, skracam wypoczynek do 3,5h energetycznego skakania w dusznej sali ;-), zamiast słoneczka – ogień piekielny, zamiast narciarzy w ślicznych uniformach – setki spoconych, wrzeszczących, skaczących i opętanych core’ową muzą maniaków, za których nawrócenie powinno zmówić sie paciorek 🙂 … a na końcu tego wszystkiego pobudzający bardziej niż redbull, energetyczny do granic  możliwości, piekielnie dobry i diabelsko rozgrzewający PARKWAY DRIVE

Mokre nawet majtki 🙂 … tętno 164 na zegarku, moshpit, ogień w sercu, ogień na scenie, banan na pysku i idol na wyciągnięcie ręki … tego nie da się porównać z niczym innym na świecie … było magicznie … zwłaszcza, że drugi raz zaliczone dzień później w Pradze … najpiękniejszym mieście Europy

Teraz trzeba wrócić do domu, do reality … nieważne 🙂 bo w sercu ciągle gra Bottom Feeder i Dedicated więc …

YOU CAN’T BREAK ME … i do roboty 🙂

Post Author: urszula