Nic w życiu nie dzieje się bez powodu …

Kiedy człowiek nie może spać a ostatnie dni dostarczyły mu calej huśtawki nastrojów związanych z dziwnymi splotami zdarzeń … przychodzi czas na podsumowanie i analizę…

Parę dni temu dowiedziałam się, że odwołano Triathlon we Wrocławiu … tak ten pierwszy, wyśniony, analizowany do bólu, przepracowany godzinami treningów MÓJ PIERWSZY START NA 1/8 IRONMAN’a poszedł sie je**ć .. sorki za określenie, ale żadne inne nie oddaje tego,  co poczułam kiedy przeczytałam komunikat … tak ryczałam w poduszkę .. wiem śmieszne, trochę niepoważne i nie pasujące do dojrzałej , rozsądnej baby …ale w dupie to mam (!), w tym momencie bylam zła, wściekła, rozżalona i bliska dupnięcia wszystkim …

Wtedy pojawił się ON, moja ostoja spokoju i opanowania, moje wsparcie i opoka … (no dobra czasami wkurwiator nr 1 z tym swoim opanowanym i pozytywnym podejściem do wszystkiego), ale najukochańszy na świecie i jedyny Tygrysek (tak ten z Kubusia Puchatka 😜😜😜) … gotowy do boju, już z dziesiątkami propozycji startowych „w zamian” … Czestochowa, może Slawa?? … patrzysz wtedy na ten „cud natury” i już wiesz, że ta przegrana przez niego – specjalnie dla Ciebie, na kasetę magnetofonową (dobra wiem, że jestem stara, o mojej menopauzie pogadamy innym razem) Nirwana to nie przypadek, że ponad 27 lat temu los wiedział, że na mojej zwariowanej do bólu, zbyt energetycznej, zbyt emocjonalnie naładowanej drodze czas postawić źródło spokoju, opanowania i miłości zmagazynowane w jednym, wyjatkowym człowieku … wyjątkowym kiedy podaje mi bidon na trening albo lampkę wina wieczorem, wyjątkowym kiedy realizuje swoje pasje i kiedy wspiera mnie w realizacji moich marzeń, wyjatkowym kiedy ze mną rozmawia i kiedy wie, że jest czas żeby nie mówić nic … i to nie tak, że jest zawsze różowo, ale jest zawsze we dwoje …

Decyzja Sława … i znowu los pokazuje, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny … lubuskie, jeziora, Przemęt, Boszkowo, Perkowo, Błonnica … wakacje z tatą i dziadkami, pod namiotem, pierwsze open water 🤪🤪🤪, nauka życia (często przetrwania haha kiedy podczas burzy trzeba było trzymać namiot), mega pozytywne wspomnienia, dziadek Janek goniący łopatą kawalerów zachodzących do wnuczki 🤣🤣🤣 … kurde moc (!) … i tam pierwszy start, ten wymarzony, wyczekany, wypracowany w pocie czoła, sentymentalny, bo wiem dziadku, że bedziesz tam na mnie patrzył (tylko pamietaj nie mam już 15 lat i 60 kg, ale 43 lata i 80 kg wiec żebyś dobrej „foczki” szukał wzrokiem) … cholera wzruszylam się …

W życiu nic nie dzieje się od tak sobie, los ma zawsze plan, którego jesteśmy częścią i jeżeli nasze życie chociaż raz i nawet w bardzo małym stopniu wpłynie pozytywnie na innego człowieka, to nic piękniejszego nie może być naszym udziałem. Bądźmy inspiracją dla naszych dzieci, współmałżonkow, partnerów, przyjaciół i wrogów … tyle … dobranoc kochani.

Post Author: urszula