Dzisiaj jeszcze normalne papu … tzn względnie normalne, bo na ujemnym bilansie energetycznymi 🤣🤣🤣, ale jest. Czas na mobilizację organizmu przed kolejnymi dwoma dniami na soczuniach 👻👻👻👻👻.

Wczoraj trenowałam silną wolę … na paluszkach … uwielbiam paluszki 💕💕💕💕 … zwłaszcza jak są takie pyszne, świeżutkie … i kuźwa takie wczoraj NIEDOSTĘPNE … tzn dostępne, stały na stole … żarli wszyscy … ja podziwiałam, jak się pięknie sól na nich mieniła w słońcu … i już już witałam się z gąską … jelitka się skręciły niczym na moshpit’cie pod sceną, śpiewając „daj, daj, nie odmawiaj DAJ” … mózg zasymulował „Brutusie i Ty przeciwko mnie” wbijając mi paluszki w plecy a ciało bezwładnie opadło udając śmierć głodową … ALE SIĘ NIE PODDAŁAM!

Po tej ciężkiej batalii … czas na spacer z psem a potem rowerek WYSTAWIE TRENAŻER DO OGRODU … bedzie PRAWIE jak w terenie … a kwarantanna zachowana 🙃🙂😉🥰🤩😜🤪🥳☠☠☠☠☠☠

Post Author: urszula