Wyzwanie – tydzień 2

Uwielbiam czuć się jak paralityk z zakwasami nawet w mózgu 🤣🤣🤣🤣🤣. Day after, czyli dzień mantry – „ja pierdole jak boli” oraz „qrva chyba na łeb upadłam”- powtarzanej przy każdym podnoszeniu, lub opuszczaniu tyłka na krzesełko to najbarwniejszy okres w życiu sportowca-amatora 😜😜😜😜. Dostrzegasz piękno najprostrzych czynności takich, jak korzystanie z WC (bez bólu, jakie potrafi być przyjemne, nie?),  unoszenie szklanki z kawką sprawną rączką a nie tak, że wylewasz połowe, czy wyjście z piesełem na spacer i truchtanie, jak łania po trawce a nie kolebanie się, na sztywnych kolankach, jak Wańka-wstańka na drugim końcu smyczy, ku uciesze sąsiadów 🤣🤣🤣🤣🤣. Zauważasz też, z nieukrywaną dumą, że jednak MASZ MIĘŚNIE 😈😈😈😈, bo skoro bolą to znaczy, że są i to jest piękne i budujące.

Jak boli to rośnie … mówią wszyscy siłacze … więc niech rośnie!

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie wspaniale!

Coach 💕💕💕💕💕 dziękuję! Naprawdę 👻👻👻👻👻👻👻👻👻

Teraz czas coś zjeść

 

Post Author: urszula